Bliskie spotkania 3 stopnia: Komunikacja – pomost między dwoma światami.

Przecież wszyscy umiemy się komunikować, prawda? Codziennie rozmawiamy,dyskutujemy, argumentujemy, pijemy kawę omawiając różne zdarzenia. Po co więc w KrkUff organizujemy warsztaty z komunikacji? Nie tej, efektywnej, biznesowej, z negocjacją i mediacją w tle. I także nie tej, dzięki której będziemy postrzegani jako osoby zdecydowane, pewne siebie i radosne. Tutaj nie sprzedajemy masek, nie szyjemy ich na miarę. Ale sporo o maskach rozmawiamy. I razem z Uczestnikami warsztatów odkrywamy co się z nami dzieje kiedy nie mówimy wcale. Albo kiedy głównie patrzymy. Lub kiedy przekraczamy nasze blokady w komunikowaniu się inaczej niż do tej pory. Do czego służy defleksja, retrofleksja i desensetyzacja. I jak to się dzieje, że kiedyś były dla nas wspierające a teraz często utrudniają nam życie.

W ostatnią środę kwietnia odbyły się nasze kolejne warsztaty z cyklu Bliski Kontakt Trzeciego Stopnia. Lubimy te warsztaty. Są otwarte dla wszystkich: tych których znamy i tych których nie znamy. Czasami ktoś przychodzi raz. A czasami zjawia się u nas co miesiąc. Dzięki temu w przerwach, w korytarzu na herbacie i cieście tworzy się druga historia, ta międzywarsztatowa: o tym co kto i jak w życiu, co ostatnio i że może faktycznie jakoś inaczej. Są tacy, którzy się tutaj poznali i witają się jak starzy znajomi. Są też tacy co siedzą z boku i obserwują. Każdy proces ma swoje własne tempo.

Przywitanie
– Przywitajcie się ze sobą jak zwykle. – powiedział Jerzy. Pochodźcie po sali, rozejrzyjcie się. Spróbujcie nawiązać kontakt z zachowaniem codziennych rytuałów. Zwróćcie uwagę na wysokość głosu, temat, odległość od drugiej osoby, kontakt wzrokowy. Zaczynamy!
Gwar na sali świadczy o tym, że Uczestnicy z zapałem realizują polecenie. Do mnie też podchodzi kilka osób. Prawie każda podaje mi rękę. Większość ma jakiś pomysł na naszą rozmowę. Zadają mi konkretne pytania, które mają przyciągnąć moją uwagę, zaangażować w relację, wreszcie przekierować uwagę na mnie, żeby oni mogli pozostać w swojej strefie komfortu słuchając i potakując. Znacie to z życia? Zastanówcie się kim jesteście na codzień? Zdolnym komentatorem zewnętrznych wydarzeń, a może empatycznym słuchaczem cudzych historii? Podchodzą też tacy, którzy coś chcą powiedzieć o sobie. I tacy, którzy podchodzą i czekają na moją reakcję. Zauważam kilka osób, które krążą wokół mnie i nie mogą się zdecydować, podejść czy nie. W końcu wykorzystują fakt, że z kimś rozmawiam i dołączają do grupki.
– A teraz zmiana. W kolejnej części ćwiczenia witamy się po pierwsze bez słów, po drugie w taki sposób, w który tego nigdy nie robicie.
Uczestnicy zaczynają chichotać. Przez chwilę wszyscy stoją w miejscu, a później zaczyna się zabawa. Najpierw ostrożna, później coraz śmielsza. Ktoś się komuś przykleja do pleców. Ktoś chodzi szybko i wszystkich rozpycha. Ktoś kogoś klepie, ktoś wita się lewą ręką. W ruch idą stopy: ktoś zaczepia mnie i kładzie stopę na mojej stopie, miękko, przyjaźnie. Odwzajemniam to przywitanie, śmieję się, jestem podekscytowana i rozluźniona. Później, w trakcie omawiania okazuje się, że druga część ćwiczenia rozładowała napięcie u Uczestników. Przestali się czuć zmęczeni, mają więcej energii. Rozmawiamy o tym że kiedy przestajemy budować swoje wyobrażenia wokół tego co należy i wypada, przestajemy brać odpowiedzialność za reakcje drugiej osoby i co ona sobie o nas pomyśli, to zyskujemy mnóstwo energii z bezpośredniego kontaktu. Pojawia się zaciekawienie drugą osobą, często zaskoczenie sobą i tym co chcę i mogę zrobić.

W trakcie

Rozmawiamy o języku szakala i żyrafy. O tym, że zazwyczaj w świecie stawiamy żądania, że toczymy potyczki gdzie jedna osoba jest wygrana a druga przegrana. I że tak naprawdę wtedy nikt nie wygrywa, bo osoba która nie mogła zaspokoić swoich potrzeb będzie czekała cierpliwie na możliwość rewanżu. Opowiadam o symbolicznym drzewie, którego korzenie są naszymi wspólnymi potrzebami; pień emocjami, które te potrzeby komunikują; gałęzie myślami a listki strategiami. Pokazuję jak zatrzymywanie się na samych myślach i reagowanie na nie z pomijaniem lub blokowaniem emocji sprawia, że wchodzimy w działania i podejmujemy decyzje, które naszych potrzeb nie realizują. Wzmaga to w nas frustrację, rodzi złość, lęk, smutek. Wchodzimy w kolejne działanie aby ich nie czuć..i tak tworzy się błędne koło.Ratunkiem jest autoempatia: wysłuchanie komunikatów niesionych przez nasze emocje, dotarcie do potrzeb i często…rezygnacja z ulubionej strategii, która tych potrzeb wcale nie realizuje. Albo realizować by mogła, ale z jakiegoś powodu na ten moment nie jest dostępna. A my siedzimy, czekamy i uparcie liczymy na to, że kiedyś będziemy mogli ją zrealizować i wtedy się wszystko zmieni.
Rozmawiamy też o empatii nakierowanej na innych, o dekodowaniu języka szakala, docieraniu do prawdziwego komunikatu, który jest pod spodem.
– Czyli jest nadzieja i trzeba próbować do skutku? – pyta osoba z sali.
– Trzeba próbować i na tym bym poprzestał. – mówi Jerzy.
– Dobrze też umieć odpuścić w odpowiednim momencie. – dodaję i się uśmiecham. Bo tak jest, że my ludzie za wszelką cenę chcemy znaleźć sposób na zmianę drugiej osoby. Ciągle mamy nadzieję, że mamy wpływ na to co inni pomyślą, poczują, zrobią. I często też nie dajemy sobie przestrzeni na zajęcie się swoim prawem do powiedzenia: stop, wystarczy, zrobiłem co mogłem. Tutaj, w tym momencie, z tą osobą nie potrafię, nie umię lub nie chcę próbować dalej. Zapominamy, że komunikacja i relacja to wymiana między dwoma osobami. Że sami zdziałamy niewiele lub na krótko.Traktujemy to jako swoją porażkę, nie doceniamy własnych starań i wysiłku.

Opowiedz mi o swoim świecie

– Macie tutaj drzewa, prawda? – pyta jeden Uczestnik Drugiego. Ten potakuje z uwagą, jakby ostrożnie.
– No właśnie! – Pierwszy kontynuuje. – A małpy?- Znowu skinienie głową.
– To wyobraź sobie, że skoki narciarskie to taka jakby zabawa małp, gdzie one skaczą z takich wysokich, wysokich drzew w dół. – Tutaj wstaje i naśladuje małpę, która skacze z drzewa. – Już rozumiesz?
Rozmówca patrzy z prawdziwym zaciekawieniem jak jego kolega skacze naśladując małpy.Potem się uśmiecha i mówi: tak, teraz rozumiem.
Polecenie w ćwiczeniu, które wykonują Uczestnicy brzmi pozornie prosto: wytłumacz co to są skoki narciarskie. Lub wytłumacz co to jest poziomka. Tylko, że w tym ćwiczeniu nic nie jest oczywiste: bo jesteśmy własnie w dżungli amazońskiej i członek plemienia nigdy nie widział śniegu. Lub jesteśmy na Antarktydzie, a tam nigdy nie rosły poziomki.
– A więc mówisz, że śnieg to jest twarda jak kamień woda, która spada z nieba na ziemię?
– Tak.
– I się od razu nie zamienia w zwykłą wodę?
– Tak, spada, ale się nie roztapia.
– To jak Wy ją pijecie???
Pomyślcie, a jeśli jest tak że w naszym codziennym życiu: na ulicy, w pracy, w domu rodzinnym rozmawiamy z członkami innych plemion? I to co dla nas oczywiste, dla nich jest obce, dziwne lub oznacza zupełnie coś innego?
Każdy z nas ma swoją mapę świata. Na tej mapie znajdują się hasła słownikowe i definicje. Utarte zwroty i powiedzonka, które nam bawią, prawdy w które nie wątpimy, moralne nakazy i oczywiste afronty, nadużycia, śmiertelne urazy. To że posługujemy się tym samym językiem nie oznacza, że używamy go w taki sam sposób. Słowa mają swoją historię, kontekst, zabarwienie emocjonalne inne dla każdego z nas. Ilu z was pamięta sytuacje, w których ktoś nie zrozumiał waszych dobrych intencji, tego że to była prośba, albo że to była pochwała? Albo że mówicie o czymś co jest dla was trudne? I poczuliście się niezrozumieni, wyśmiani, skrytykowani?
Dodatkowym utrudnieniem całej sytuacji jest fakt, że nasz mózg próbuje działać w oparciu o znane schematy i wzorce. Kiedy spotykamy kogoś po raz pierwszy, albo kiedy wchodzimy z nim w kontakt, lub kiedy go słuchamy to nawykowo próbujemy odnaleźć sytuacje, w których było podobnie. I jeśli je znajdujemy, nakładamy je na sytuację która trwa, robimy jej gotową interpretację i często już nie sprawdzamy na ile ta interpretacja jest właściwa. A szkoda. Bo jeden krok w stronę bycia tu i teraz, wejścia w autentyczny kontakt może uratować rozmowę, pogodzić zwaśnione strony, zauważyć że chcemy tego samego.

Kiedy patrzę w Twoje oczy, budzę potwory śpiące w mojej głowie

– Dobierzcie się w pary. Super. To teraz przez cztery minuty będziecie sobie patrzeć bez słowa w oczy.
Uczestnicy reagują dość gwałtownie, mimo że to już prawie trzy godziny odkąd ze sobą pracują i rozmawiają. Kilku mówi wprost o swojej niechęci. Kilka osób nic nie mówi, ale trochę bardziej się prostują napinając ciało. Wyobrażam sobie, że wejście w ćwiczenie będzie ich kosztowało sporo wysiłku.
Tak rzadko jesteśmy ze sobą w kontakcie, bez różnych ulepszaczy i zagłuszaczy, że propozycja zakrawa na rewolucyjną.
Po ćwiczeniu Uczestnicy dzielą się wrażeniami. – To było zaskakująco cudowne, mówią. Kiedy już przestałem zajmować się swoimi myślami i zacząłem patrzeć w oczy drugiej osoby, doznałem niezwykłego spokoju i radości.- Zauważyłam, że próbuję ruszać nogą, że tak mi łatwiej niż po prostu siedzieć i patrzeć. – mówi ktoś inny. Lub: – to było trudne. Miałem wrażenie, że ta druga osoba wcale na mnie nie patrzy.  Frustowało mnie to.
Dzielimy wrażenia na doświadczenia płynące z bezpośredniego kontaktu i na przeżycia wynikające z różnych myśli i reakcji ciała. Opowiadamy o mechanizmach, które mogą sprawiać że wejście w relację z drugim człowiekiem jest utrudnione.
– Ciekawe, mówi jeden z Uczestników. Faktycznie, nie czułem swojego ciała. W ogóle nie wiem co się z nim działo.
– To desensetyzacja. Prawdopodobnie jako dziecko nie radziłeś sobie z emocjami. Odciąłeś się od nich, aby nie cierpieć.
– Tak, tak mogło być. – mówi Uczestnik i milknie na chwilę. – To było trudne.
Mechanizmy unikania kontaktu na początku ratują nam życie, czasami dosłownie. Pozwalają zapanować nad cierpieniem, uniknąć uczucia bezradności. Jeśli jednak nie jesteśmy ich świadomi, zaczynają rządzić naszym życiem. Czy chcemy tego czy nie, są obecne. Nie pozwalają budować głębokich relacji, czuć prawdziwej radości, przeżywać żałoby po stracie.Co z nimi zrobić? Zacznijmy od tego, że je zauważymy. Obserwujmy siebie i dopuszczajmy emocje i reakcje, które te mechanizmy zakrywają. Reszta powoli przyjdzie sama.

Zakończenie

Noc za oknem. Warsztaty się skończyły. Jak zwykle na zakończenie puszczam Counting Stars, OneRepublic.

„Lately I’ve been, I’ve been losing sleep
Dreaming about the things that we could be
But baby I’ve been, I’ve been praying hard
Said no more counting dollars
We’ll be counting stars
Yeah, we’ll be counting stars

(…)
Everything that kills me makes me feel alive”

[Ostatnio niewielę spałem, marząc o tym kim moglibyśmy być/I modliłem się z całych sił/Mówiąc: koniec z liczeniem forsy. Odtąd będziemy liczyć gwiazdy. (…)To co zabija sprawia że bardziej chcemy żyć.]

Uczestnicy rozchodzą się do domów. My jeszcze chwilę stoimy i patrzymy na stosy materacy, poduszek i koców. Kartki z ćwiczeniami. Okruchy ciastek. Za chwilę też pójdziemy. Dostaniemy po tych warsztatach kilka listów. Na kilka odpiszemy. Niechcący zdefiniuję w jednym z nich jeszcze raz, że te warsztaty są dla nas pomostem pomiędzy dwoma światami. Żaden nie jest lepszy ani gorszy. One są po prostu inne i może warto, żeby się w końcu bliżej poznały.

Dziękujemy Wszystkim, którzy budują z nami ten pomost. Dziękujemy szczególnie tym, którzy byli na ostatnim warsztacie.

Do zobaczenia wkrótce!!!
Magda i Jerzy z KrkUff!! Filozofia życia

tekst:Magda Skomro

 

 

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *