O ptaszarni w Ustroniu, Aniele i wątkach równoległych

Dzień był ciepły, pogodny, prawie wakacyjny. Siedziałam na pokazie ptaków drapieżnych w Ustroniu i kontemplowałam przestrzeń nieba zawężoną delikatnymi konturami smukłych drzew. Myślałam jak zwykle ogólnie o świecie, bo to zawsze bezpieczniejsze niż myślenie o sobie oraz nieco o własnej rodzinie, bo ten temat w systemie z kilkoma wersjami dziadków, babć, ojczymów, macoch oraz patchworkowych wnuków ma wiele do zaoferowania. Szczególnie pochłaniało mnie zagadnienie wielowątkowości wszechświata i tego czy gdzieś tam w równoległej rzeczywistości nie siedzi uśmiechnięta i zadowolona wersja mnie samej, która nie ma takich dylematów. Po prostu siedzi i się uśmiecha. Poczułam lekkie ukłucie zawiści – takiej to dobrze! Obok mnie treser trzymał bielika amerykańskiego. Orzeł miał wielki żółty dziób i patrzył na mnie znieruchomiałym spojrzeniem, zupełnie takim samym jak na symbolu narodowym Stanów Zjednoczonych. Dziwnie patrzył…W pewnym momencie zza jego głowy zaczęły lecieć puszyste piórka. Może uznałabym to za naturalny proces, gdyby nie fakt że piórka były w różnych kolorach. Żółte, białe, brązowe, pomarańczowe..ale skąd niebieskie? Są też różowe! Może ja już jestem w alternatywnej rzeczywistości? Może tam bieliki mają pióra w kolorze tęczy?
– Widziałem orła cień – zanucił ktoś radośnie – Do góry wzbił się niczym wiatr..
– Daj spokój. – powiedziałam do Czawakiaha, bo to on ci był, mój anioł stróż z dziewiątego kręgu mocy.- Po pierwsze nie fałszuj, po drugie nie zmieniaj tekstu piosenki. To śpiewała kobieta.
– Och, nie bądź taka akuratna. – Czawakiah przycupnął na drążku nad ławką i chwiał się w przód i w tył jak wielka, prehistoryczna nastroszona kura. – Poza tym jeśli chodzi o anioły to może być i on i ona a czasami nawet i to i to…
– Może powiedz to swoim kolegom z Episkopatu. – mruknęłam złośliwie, dbając by mnie nikt poza nim mnie nie usłyszał. – Najwyraźniej mają przestarzałe wiadomości o tym na czyje dokładnie podobieństwo Bóg stworzył ludzi. I skąd teraz mamy hetero, homo, trans i bi..
– Po prostu niektórzy są niedouczeni. – Czawakiah szedł w zaparte, nie dostrzegając mojej ironii. – Gdyby na przykład znali Jakuba Boehme, szwedzkiego mistyka, wiedzieliby doskonale że anioły mają kilka płci i że zawierają między sobą małżeństwa..
– Tak, teraz jeszcze Ty się weź za edukację w Polsce! – powiedziałam trochę za głośno i kilka osób popatrzyło na mnie z zaskoczeniem. – Najlepiej dołóż do proponowanych ośmiu klas dziewiątą dla tych, którzy juz jako dzieci zaplanowali karierę w Watykanie. Tam będą ich uczyli o gnostycyzmie, zapoznają też z nurtami pokrewnymi jak kabała czy sufizm.
– To całkiem niezły pomysł. – powiedział w zadumie mój osobisty anioł. – Niestety mało realny.
Prychnęłam.
– I kto to mówi?
Obok nas ustawiła się kolejka do robienia zdjęć z orłem. Jakaś pani zapytała swoje dziecko: – Chcesz zdjęcie z ptaszkiem?
– Tak, z tym dużym!!! – synek radośnie pokazał na Czawakiaha. Czawakiah uśmiechnął się do niego swoją poczciwą, anielską gębą i pomachał ręką.
– Ależ kochanie, tam nikogo nie ma. Tu jest ptaszek, o tu! – pani przeciągnęła dziecko na drugą stronę.
Mały zawodził rozczarowany.
– No i widzisz co narobiłeś? – zdenerwowałam się. – Napraw to teraz.
– Ale Magda, co ja mogę. – dowcipkował sobie Anioł. – przecież ja nie istnieję, mnie tu nie ma! – puścił do mnie perskie oko po czym w jednym momencie znalazł się przy chłopcu i pani, którzy właśnie pozowali do zdjęcia. Stanął za orłem i głośno zapiał: kukurykuuu!!! Chłopiec był wniebowzięty. Ja mniej. Poza nami na szczęście nikt tego piania nie usłyszał. Tak się jakoś składa, że Czawakiah doskonale funkcjonuje w wymiarze mojego życia i życia małych dzieci.Inni dorośli go nie widzą. Pewnie z wszystkimi aniołami jest podobnie, ale wolę nie robić z tego generalizacji, bo Czawakiah jest trochę outsiderem, tak jak ja.
– No dobrze. – powiedziałam zrezygnowana. – Porozmawiajmy. Czemu przyszedłeś tym razem? Bo chyba nie po to, żeby pozować do zdjęć?
– Mogę i pozować. – powiedział Anioł zgodnie. – Jak trzeba to ja w ogóle mogę dużo.
– To świetnie, bo ja bym chciała..
– Nie, nie Magda. Mogę dużo i robię dużo. Ale nie to co ty chcesz. Tylko to czego ty potrzebujesz.
– Dziękuję ci bardzo! Czyli ja potrzebuję tego co teraz mam?
– W uproszczeniu tak.
– W uproszczeniu???
– Bo to jeszcze nie wszystko.
– Chyba oszalałeś! To co jest, wystarczy już nadto. I to, i 42 urodziny, i zaćmienie, i te wszystkie rzeczy które nie wyszły. I pomyśleć, że Matka chciała namówić pielęgniarki, żeby mi wpisały inną datę urodzenia. Może miałabym jakiegoś normalnego anioła. Takiego co wspiera, doradza, macha różdżką i załatwia karocę na bal jak trzeba. A jak nie trzeba to siedzi sobie cichutko na zapiecku, na drutach robi, dzieci zabawia. – łzy napłynęły mi do oczu i z wewnętrznego rozgoryczenia straciłam wątek.- Nawet mi nie próbuj wmawiać, że to wszystko dla mojego dobra!!!
Anioł westchnął i usiadł obok mnie na ławce. Popatrzył mni w oczy, wziął za rękę.
– Magda, ty uparciuchu. – powiedział łagodnie. – Ile jeszcze czasu potrzebujesz, żeby zrozumieć, zobaczyć całość? Nie tylko to co się nie udaje, ale też to dlaczego się nie udaje i co przychodzi w zamian? Że Ty nie potrzebujesz żeby Ci ktoś taryfę na bal załatwiał, bo jak będziesz chciała to polecisz tam prywatnym samolotem, albo na piechotę dojdziesz, albo sama sobie w domu bal zorganizujesz i jeszcze na tym zarobisz? Ile jeszcze czasu ma upłynąć żebyś zrozumiała że wszystko co się wydarza jest po coś, ma sens, jest dobre mimo że trudne? I że z perspektywy, za chwilę, za kilka chwil popatrzysz wstecz i się uśmiechniesz? Wiesz co głosi wspomniany już dzisiaj Jakub Bohme?
– Nie. – Wysmarkałam nos. Byłam na niego jeszcze trochę zła, ale też trochę nie.
– Że człowiek aby zbliżyć się do Boga, musi najpierw przejść przez piekło.
– No wiesz…
– Tak wiem, to był siedemnasty wiek. Innymi słowy per aspera ad astra. Przez trudy do gwiazd. Lub jak to Jung lubił: poznaj cień, obejmij go a wtedy wszystko zaleje światło. Mindel natomiast uznawał to wszystko co nam się przydarza i z czym się nieidentyfikujemy jako nasz proces wtórny, który się domaga uwagi i działania z naszej strony.
– Dobra, już dość. – powiedziałam ponuro. – Już zrozumiałam.
– Wreszcie. To ja się zbieram! – powiedział Czwakiah.
Wcisnął mi jeszcze do ręki karmę dla ptaków mówiąc: tam są sowy i puszczyki. Pocałował trzy razy w policzki, tłumacząc się że nie pamięta ile razy się całuje w Polsce, ale we Francji tyle. I zniknął.
A ja zostałam w swoim świecie z niebem, które było jeszcze bardziej błękitne, fruwającymi dookoła różowymi piórami, refleksją o tolerancji teozoficznej i myślą, że nie potrzebuję alternatywnej rzeczywistości. Ta jest dla mnie wystarczająco dobra.
tekst: Magda Skomro KrkUff! Filozofia życia

zdjęcie pochodzi z filmu „Anioł w Krakowie”

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *