Wrześniowe Dylematy – o nowych początkach i starych lękach

Początek roku szkolnego. W mediach, na ulicach szumią rozmowy. O tym, że wiek pierwszoklasistów jest za niski lub za wysoki, o tym że były gimnazja i za chwilę ich nie będzie, o tym że szóstoklasiści wchodzą w jeden wielki znak edukacyjnego zapytania po którym nawet i potop. Oraz że nauczyciele…
Z ogromnym westchnieniem zasiadłam w piątek, 2 września na kanapie przed szkolną stołówką. Moja starsza córka rozpoczęła szóstą klasę. Chwilowo jej głównym problemem jest, że będzie nowa pani od angielskiego oraz czy ma mieć w tym roku kolegę od serca czy jeszcze nie. Moja sześcioletnia młodsza córka poszła do pierwszej klasy. Jej głównym problemem jest dyskurs akademicki dotyczący zasadniczego pytania czy w związku z tym jest równie dorosła jak ta starsza czy jeszcze nie. W domu mamy kilka opcji politycznych oraz liczne lobby. Jako klamra spinająca konflikty pokoleniowe i właściwie niejako im winna (w końcu obie córki urodziłam)próbowałam się zapaść w swój telefon komórkowy czekając aż młodsza zje, żeby ją zabrać do domu. Z telefonem nieco się kryłam, bo Pani Dyrektor zakazała używania telefonów w szkole. Po chwili przypomniałam sobie, że zakaz dotyczył dzieci a nie rodziców. O ile dobrze pamiętam i o ile niczego nie pomieszałam. Na wszelki wypadek, lub na znak solidarności z dziećmi (niepotrzebne skreślić) schowałam telefon do torebki. Dzieci wrzeszczały bardzo głośno. Może w odruchu protestu przed napisem na jednej ze ścian: „Strefa ciszy”. Ostatnio Ewka pouczyła Igę, że ona cały dzień przebywa w hałasie więc w domu potrzebuje spokoju. Żeby nie było że to ja po pracy próbuję kogokolwiek pacyfikować, ha.
Na kanapę przysiadła się kolejna matka. Popatrzyła na mnie bystrym wzrokiem i zapytała: która klasa tam je? Na szczęście znałam odpowiedź: wszystkie pierwsze klasy. Zaczęłyśmy rozmowę. O tym, że moja córka jest w pierwszej A, a tam same sześciolatki, a jej córka w pierwszej B, ale tam towarzystwo mieszane. I że ja mam taką świetną wychowawczynię co to będzie tulić jak trzeba, a ona ma taką doświadczoną co to nie wiadomo czy będzie. Ponieważ temat niespodziewanie zszedł na tulenie a nie na to czy moja córka już zna całki, to się wciągnęłam. Po chwili Druga Matka zaczęła mi się zwierzać.
– Ja się tak przejęłam tą pierwszą klasą, że dosłownie nie mogę spać.
– O, a dlaczego?
– Martwię się o swoją córkę. Czy ona sobie poradzi? Jak ona sobie poradzi? W pracy przez cały wrzesień jestem na 3/4 etatu.
– ???
– Bo widzi Pani, kontynuowała Matka. – Karolina jest do mnie tak przywiązana, że odkleić się ode mnie nie może.
– O!
– Ale to taki kontrast! W domu taka śmiała, otwarta a na zewnątrz..no wręcz przeciwnie.
– A to faktycznie, ciekawe. – mruknęłam.
– A jak ona sobie nie poradzi w tej szkole? – powiedziała tamta. – Może cofnąć ją do zerówki?
Wyprostowałam się.
– Ech, sama nie wiem co zrobić. Już nawet, niech się Pani nie śmieje, zastanawiałam się czyby do poradni psychologicznej nie pójść.
– To bardzo…
– Tak, wiem. – przerwała mi. Pewnie Pani myśli, że mam za dużo wolnego czasu.
– Nie, nie. – zaprzeczyłam energicznie nabierając powietrza.
– Co Pani myśli? – dostałam w końcu swoją szansę.
– Myślę, powiedziałam ostrożnie, że z Karoliną wszystko w porządku.
– Jakto?
– No, z nią naprawdę wszystko ok. – powtórzyłam patrząc na zgrabną blondyneczkę, pląsającą wokół wychowawczyni. – Natomiast myślę sobie, że czas żeby Pani jej odpuściła i pozwoliła przeżyć szkołę po swojemu. Żeby Pani pogodziła się z tym, że coś jej wyjdzie a coś nie wyjdzie i że czasem będzie zadowolona a czasem wręcz przeciwnie.
Druga Matka zamrugała oczami.
– Niech się Pani zajmie pracą, wróci na cały etat, wyjdzie z mężem na kolację, do kosmetyczki, na basen. Marshall Rosenberg powiedział, że nie uchronimy dzieci przed cierpieniem, możemy im tylko mądrze w tym cierpieniu towarzyszyć.
– Tak, tak – zaszemrała Druga Matka – ja to cały czas powtarzam mężowi. No i wspieram ją..
– Obawiam się, że nie do końca. – Pokiwałam głową. – Daje jej Pani podwójne komunikaty: jeden że będzie dobrze i drugi że jej się nie uda. Stąd różnica w zachowaniu w domu i na zewnątrz. Ciągle się Pani martwi, zastanawia. Pyta siebie czy ona da radę. Nawet do zerówki chce ją cofnąć. Niech Pani tego nie robi. Ona ma prawo próbować i popełniać błędy i też jak będzie potrzebowała, to prosić o pomoc.
Uśmiechnęłam się krzepiąco.
Chwilę siedziałyśmy w milczeniu. Nie wiem o czym myślała Druga Matka. Mam nadzieję, że planowała powrót na lekcje tanga lub randkę z mężem. Generalnie coś co pozwoli jej być Wolnym Człowiekiem a nie Matką Córki, która boi się życia.
Ja myślałam,że czasami nadmiar opieki jest gorszy niż jej brak. I że dzieci mają swoje prawa. A jednym z najważniejszych jest prawo do szczęścia. Po swojemu, jak głosi najnowsze hasło w katalogu Ikea. A to może oznaczać drogę i decyzje zupełnie inne od tych, które podjęliby ich Rodzice.

Szczęśliwego Roku Szkolnego życzą Magda i Jerzy z KrkUff! Filozofia życia

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *