O arenie, fasadzie i Goku Wanie

W latach 50-tych XX wieku dwóch psychologów stworzyło model Okna Johariego.

Okno to podzielone jest na cztery mniejsze okienka, przez które obserwator patrzy w specyficzny sposób na obserwowany podmiot.Na przykład na samego siebie. I tak w modelu tym mamy arenę, fasadę, ślepy punkt oraz obszar nieznany. Arena to jest to co ja i inni wiedzą o mnie. To jest nasza maska społeczna, ujawnione ja, przycięte najczęściej w zależności od potrzeby.Fasada to moja nadal świadoma granica w kontakcie z innymi: znam dobrze ten obszar, ale nie ujawniam go innym. Potem przechodzimy na pole nieświadomości. Mamy tam ślepy punkt: to rzeczy, które inni wiedzą na nasz temat, ale do których my bez ich pomocy nie mamy dostępu. I wreszcie pozostaje obszar nieznany, skryty w najciemniejszych odmętach Jungowskiego cienia: to kwadrat nas samych, gdzie ani my ani nikt inny nie jest świadomy co się znajduje. Możemy to przeczuwać, szukać albo się tego bać. Często w tym miejscu czekają na nas źródła naszych problemów, nasze zakopane talenty, siła twórcZa, olśnienia, przełomy i motywacje.

W codziennym życiu używamy najczęściej areny i fasady. Wchodzimy w bezpieczne koleiny kontaktów towarzyskich, pracy, uprzejmości lub lekceważącej niechęci. Wykorzystujemy wiedzę, której nie posiadają na nasz temat inni do modelowania rzeczywistości,wpływania na decyzje i procesy ciesząc się często jak dzieci lub wilk z kreskówki: ja wam jeszcze pokażę!
To także najłatwiejszy obszar do zmiany, bo wystarczy że zapragniemy przesunąć granicę fasady i pozwolić innym zobaczyć to co wiemy tylko my sami. To także ponętny obszar do zmiany pozornej, kiedy zaczynamy żonglować elementami spoza fasady w sposób który ma nam przysporzyć dodatkowych korzyści.

Istnieje w korporacjach takie ładne słowo: visibility. Jeśli ktoś kiedyś pracował w takim miejscu to je zna (i nie mylić z transparency broń Boże). Visibility służy do budowania wizerunku, który ma być transparenty jednak często taki nie jest. To właśnie przykład umiejętnego przesuwania fasady organizacji. Awans w takiej strukturze oznacza zazwyczaj przekroczenie kolejnego stopnia dostępu do wiedzy nieposiadanej przez ogół.
W dwa pozostałe rejony: ślepego punktu i obszaru nieznanego trafiamy rzadko, niechętnie i często marząc o umiejętnym pozbyciu się tychże poprzez zastosowanie kontroli i nabywanych z czasem mechanizmów obronnych.

Ślepy punkt często wychodzi w konfrontacjach, konfliktach i sporach, kiedy ludzie odkładają na bok uprzejmości i szukają słabości przeciwnika. Mówi się: walną mnie tym na oślep a trafił w dziesiątkę. To właśnie sytuacja w której druga osoba ujawnia nam jakąś prawdę na nasz temat, której do tej pory nie posiadaliśmy, która nas zaskakuje ale też skłania do refleksji lub wyparcia.
Obszar nieznany, terra incognita jest jak amazońska dżungla: żyzny, rozległy i niebezpieczny. Często wchodzimy w niego w trakcie pogłębionej pracy terapeutycznej i/lub wglądowej. To od nas zawsze zależy gdzie dojdziemy i co odkryjemy. Niekiedy prosimy w tej podróży o towarzystwo lub „nić Ariadny”, aby wrócić bezpiecznie do domu i nie zagubić korytarzach labiryntu białej wieży.
Wejściem w ten obszar może być także gwałtowne wydarzenie, na przykład załamanie spowodowane śmiercią kogoś bliskiego, rozwodem, dorastaniem dzieci.
Jak to wszystko co napisałam powyżej ma się do Gok Wana i jego metamorfoz? Jeszcze nie wiecie? W aspekcie pracy wykonywanej przez osobę zaproszoną do udziału w tym programie możemy mówić o procesie przechodzenia po kolejnych oknach Johariego, mimo że sposób ten odbiega nieco od tradycyjnego i ma założenie, że wszystko „skończy się dobrze”, na wybiegu w świetle fleszy,z bukietem kwiatów w dłoni.

Początkowa prezentacja Uczestniczki to arena, przechodząca stopniowo w fasadę, w odkrywanie powodów takich a nie innych zachowań czy ubioru. Potem następuje ślepy punkt: wywieszenie zdjęcia takiej osoby w bieliźnie pośrodku miasta i zbieranie opini na jej temat od przypadkowych przechodniów. Co prawda uwagi dotyczą tylko wyglądu zewnętrznego, ale są dla uczestnika odkrywcze, szokujące lub zaskakujące. Wywołują także napływ różnych refleksji i emocji. Potem na chwilę, na małe mgnienie znajdujemy się w obszarze nieznanym, gdzie ten ktoś może zasymilować nabyte doświadczenia i wykorzystać je do uruchomienia potencjału z tego kwadratu. Najczęściej jest to tylko liźnięcie, dające jednak zauważalne rezultaty: wzrost wiary we własne możliwości, odkrywanie i realizowanie pragnień, zmiany na polu osobistym i zawodowym.

Ale…cóż potem?

Potem jak w prawdziwym show zawracamy człowieka z procesu i mówimy: czas wejść z powrotem na arenę: masz nowy wizerunek, dobrze dobraną fasadę: tylko Ty wiesz, że pod spódnicę naciągnęłaś magic knitters, bieliznę formującą, że gdyby nie te obcasy to nogi nadal byłyby nieco za grube w łydkach, że rozświetlacz ukrywa zmarszczki, a farba siwiznę.
Tylko Ty wiesz, że pod uśmiechem skrywasz smutek. Nikt nie musi wiedzieć, prawda?
Był taki film dokumentalny o prowadzącym ten program, Goku Wanie. Jako dziecko był otyły, walczył z ciałem stosując drakońskie diety i ograniczenia. Teraz powtarza kobietom różnych kształów: jesteś piękna taka jaka jesteś, tylko to odkryj.
Gok powiedział o sobie:

„nadal jestem grubym człowiekiem w chudym ciele”.

Ile jeszcze potrzebujesz metamorfoz Goku Wanie, żebyś zaakceptował i pokochał sam siebie?